Reklama
  • Środa, 20 kwietnia 2016 (08:00)

    Bali. Wyspa bogów i szczęśliwych ludzi

Aura spokoju i szczęścia dosłownie unosi się nad wyspą. Tam nasze codzienne problemy przestają mieć znaczenie, jakbyśmy zgubili je gdzieś po drodze do tego raju na ziemi.

Reklama

Nareszcie! – pomyślałam, gdy wylądowałam na lotnisku w Kucie, kurorcie na południu Bali. Już od pierwszych chwil czułam, że przede mną dwa niezapomniane tygodnie.

Zachęcona zapachem migdałowców i przyjemną temperaturą powietrza, czym prędzej złapałam taksówkę, aby jak najszybciej znaleźć się w hotelu, zostawić bagaże i rozpocząć przygodę na krańcu świata.

Bali angażuje wszystkie zmysły, zachwyca na każdym kroku. Tysiące świątyń, dookoła bogowie i boginie. Do tego pełna egzotyka – przyroda, wulkany, klify i zapierająca dech w piersiach balijska architektura.

Co rzuca się w oczy od pierwszej chwili? Intensywna wszechobecna zieleń. Wydała mi się tak intensywna, jak nigdzie indziej na świecie. Jakby żyła. Nie w bujnej roślinności, ale sama, jako kolor...

Drugie wrażenie to dobiegająca zewsząd tradycyjna muzyka gamelan, kolejne – wiecznie uśmiechnięci Balijczycy. Nie mogę też zapomnieć jedzenia. Pysznego i taniego.

Bez większego problemu udawało mi się znaleźć lokalne restauracje, w których obfity obiad ze świeżo wyciskanym sokiem kosztował 4-5 dolarów (16-20 zł).

Miasto Kuta – początek mojej przygody

Jedni przed nim przestrzegają, inni je uwielbiają. Mnie skusiło pięć kilometrów słynnej plaży. Wzdłuż niej rozciąga się mur, za którym znajdziemy typowe miasto z warkotem silników aut, motocykli i skuterów (ulubiony środek lokomocji i mieszkańców, i turystów).

Nie każdemu przypadnie to do gustu, nie bardzo też pasuje do wyobrażeń o Bali, z jakimi przyjeżdżają tu Europejczycy. Kolejny punkt wyprawy to kultowe miasto Ubud. Panuje w nim moda na jogę, zdrowe odżywianie i spirytualizm.

Od ponad stu lat jest on ośrodkiem sztuk pięknych, tańca i muzyki. To właśnie tutaj mieszka słynny Ketut Liyer, szaman i zielarz opisany w książce „Jedz, módl się i kochaj”. Idąc malowniczymi uliczkami, co chwila widzę świątynię, kapliczkę lub choćby ołtarzyk.

Codziennie wszystkie dekorowane są świeżymi kwiatami i darami składanymi przez tubylców. Proszą bogów o to samo, co wszyscy na świecie: szczęście, miłość, dobrobyt...

W centrum miasta znajduje się też atrakcja, której nie można pominąć. Jest nią „Małpi gaj”. To las deszczowy, w którym znajdują się dwie świątynie, otoczone galerią niesamowitych rzeźb. Jednak to nie one są główną atrakcją, a... małpy – makaki. To złośliwe i cwane stworzenia. Wystarczy chwila nieuwagi, by na nas wskoczy ły, dobrały się do torebki albo plecaka. Nie są specjalnie wybredne, biorą wszystko, ale najchętniej zrywają... łańcuszki i kolczyki.

Poza tym małpki potrafią być rozczulające i, proszę mi uwierzyć, nie da się ich nie kochać.

Niedaleko Ubud znajdują się niezwykłe pola ryżowe. Pokrywają strome wzgórza i tworzą szere gi wielostopniowych tarasów. Można odnieść wrażenie, że każdy skrawek ziemi wykorzystany jest na uprawę. To niezwykły widok.

Natomiast u podnóża wzgórz są plantacje kawy. To właśnie tam spróbowałam jej najdroższej na świecie odmiany. Kawa kopi luwak, bo o niej mowa, jest pozyskiwana z odchodów cywety, zwierzęcia wyglądem przypominającego znaną nam kunę. Kilogram takiej kawy kosztuje prawie 1000 euro! Według mnie... nie warto przepłacać. Smakowała jak zwyczajna mała czarna.

Nie mogłam sobie odmówić odwiedzenia Pura Goa La. To położona na wschodzie wyspy świątynia, ale też jaskinia słynnych balijskich nietoperzy. Są ogromne, rozpiętość skrzydeł niektórych okazów dochodzi do metra. Ich skóra jest delikatna, czarna i lśniąca, jakby pokryta lakierem. Mają rudą sierść i czarne oczy. Spotkanie z nimi pozostanie dla mnie niezapomniane.

Zakochać się w Bali od pierwszego wejrzenia nie jest trudno. Na tej wyspie czas płynie zauważalnie wolniej. Dla mnie była to niezwykła wyprawa, na której poznałam ludzi uśmiechniętych, autentycznych i życzliwych. To oni, często biedni, sprawiają, że nad wyspą unosi się aura dobrej energii i szczęścia. Szkoda tylko, że to tak daleko...

Alicja Dopierała

Warto wiedzieć

Ile to kosztuje: Wycieczki na Bali z Polski – od 6999 zł za 14 dni. Z Niemiec od 1100 euro. Samodzielnie na Bali można dolecieć przez Dubaj, ceny przelotów zależnie od sezonu i promocji wynoszą od 2300 do 3400 zł.

Ceny na miejscu są niskie. Hotele zaczynają się od 45 zł za dobę w pokoju dwuosobowym. Zabierając dolary warto pamiętać, aby były to banknoty nowe, najlepiej wydane po 2000 roku.

Świat & Ludzie
Więcej na temat:Bali | Nie | Tam | aura | ubud | Niemiec | Wyspa | Wyspa | wyspa | miasto | ceny

Zobacz również

  • Nad miastem Rio de Janeiro króluje figura Chrystusa. Ale cały stan, też o nazwie Rio de Janeiro, znajduje się u stóp Palca Boga. Może dlatego wygląda jak prawdziwy raj na ziemi. więcej

Twój komentarz może być pierwszy