Reklama
  • Środa, 16 marca (08:05)

    Birma. Tajemniczy lud żyjący na jeziorze

Z porannych mgieł nad jeziorem Inle wyłaniają się podłużne łodzie. Stojący na nich rybacy wiosłują, pomagając sobie... nogami. To dzikie miejsce nieodkryte przez masową turystykę.

Reklama

Lud Intha, nazywający siebie „Dziećmi Jeziora”, zamieszkał na środku jeziora Inle ponad sto lat temu. Łodziami przywieziono ziemię, założono ogródki, grządki, zbudowano wioski. Znaczenie domu określa liczba łodzi, będących nie tylko środkiem transportu, lecz także palcem zabaw.

Nawet tradycyjna gra chinlon, czyli odbijanie nogami piłki plecionej z bambusa, odbywa się z kilku łódek. Gdy piłka wpadnie do wody, trzeba skoczyć za nią, biorąc dodatkową kąpiel.

Tutejsze maluchy, zanim jeszcze nauczą się pewnie chodzić, już umieją pływać, w czym pomagają im pływaki z tykw. Aby zaś wiedzieć co dzieje się z maluchami, mamy często przywiązują im do kostek dzwoneczki. Nagła cisza budzi niepokój, każąc natychmiast wybiec na próg.

Pomost przed domem to miejsce, gdzie toczy się codzienne życie: robi pranie, myje dzieci, ucina sąsiedzkie pogawędki. W bambusowych klatkach trzyma się kury i świnie, bo za wioską rozciągają się pola. Pływające.

Tworzy się je prosto: trzeba wbić w dno bambusowe tyczki, doczepić do nich maty ułożone na bambusowym rusztowaniu i na to nasypać żyznego mułu. Po roku lub dwóch konstrukcja tak nasiąka wodą iż tonie, zaś nakładane na nią kolejne warstwy z czasem tworzą stałe wyspy, łączące się z przedziwne miniaturowe archipelagi.

Ponieważ jezioro jest duże (22 na 11 km), a łodzie są ciężkie, rybacy w wiosłowaniu pomagają sobie nogą, dzięki czemu ramiona mogą trochę odpocząć.

Oryginalny jest także sposób łowienia. Do jeziora wkłada się stożkowe rusztowanie z bambusa z rozpiętą na nim siecią. Gdy konstrukcja dotyka dna, rybak zwalnia sieć, w którą przy odrobinie szczęścia łapie kilka ryb. Potem sprzedaje je na pływającym targu.

Najsłynniejszą ze świątyń na jeziorze jest klasztor skaczących kotów. Nazwano go tak, bo tutejsi mnisi, by łatwiej zdobywać uwagę i datki turystów, nauczyli koty skakać przez obręcze. Nadano im przy tym modne zachodnie imiona i w błyskach fleszy skaczą teraz Madonna i Michael Jordan.

Tutejsze koty niewiele mają wspólnego z rasą kotów burmańskich pochodzącą z klasztorów starożytnej Birmy. Wierzono, że dusza zmarłej osoby przed przejściem na najwyższy poziom doskonałości w następnym życiu, żyła jeszcze jakiś czas w ciele świętego kota. A ten po śmierci miał wstawiać się do Buddy za swoim właścicielem.

Podobno każdy nowy mnich otrzymywał takiego kota do wychowania, ale kto wie, może to kot miał wychować człowieka na prawdziwego mnicha?

Zwiedzanie jeziora odbywa się na łodzi, jednak by tu dotrzeć, można wyruszyć z miasteczka Kalaw romantycznym szlakiem przez góry. Samo Kalaw też jest warte uwagi, bo przy odrobinie szczęścia możemy tu trafić na targ.

Odbywa się on raz na pięć dni i często zobaczymy tu kobiety sprzedające naręcza kwiatów. Kupuje się je, by złożyć jako ofiarę dla Buddy, dlatego nie powinno się ich wcześniej wąchać. Jeśli sprawią komuś przyjemność, umniejszy to wartość ofiary.

Gdy wyruszymy z Kalaw, czekają nas piaszczyste drogi, służące głównie dwukołowym wozom ciągniętym przez woły. Są znacznie mniej zawodne, niż nieliczne tutaj samochody. Z widocznych po drodze wiosek na powitanie przybyszy wybiegają dzieci.

Popularne tutaj porzekadło głosi: „Kiedy byłeś mały, nosiliśmy cię na plecach, gdy się zestarzejemy – ty będziesz nas nosić”. W kraju gdzie nie istnieje żaden system socjalny, dzieci są jedynym zabezpieczeniem rodziców na starość, stąd tak ogromna liczba maluchów.

Tylko niektóre z nich zdobędą edukację w klasztornych szkołach, gdzie dzieci uczy się czytać, pisać, ale też ćwiczyć silną wolę i przestrzegać buddyjskich nakazów.

Czas nauki bywa trudny: pierwsze modlitwy zaczynają się o piątej rano. Ale pobyt dzieci w klasztorach trwa kilka dni lub kilka tygodni, a po tym czasie wracają do domów.

Anna Olej-Kobus

Ile to kosztuje: Interesujące wycieczki do Birmy organizuje m. in. Klub Laurazja www.laurazja.pl/. Cena 5200 zł + 1200 USD.

Samodzielnie do Birmy można dolecieć przez Bangkok, ceny przelotów w zależności od sezonu i promocji wynoszą od 1800 do 3000 zł. Z Bangkoku codziennie polecimy linią Air Asia (przelot w dwie strony to ok. 140 USD).

Ceny na miejscu są bardzo niskie, ale mogą być trudności w porozumieniu się.

Świat & Ludzie

Zobacz również

  • Leżący w Oregonie, na północnym zachodzie USA park stanowy Smith Rock, czyli „Kowalowa Skała”, swoją nazwę zawdzięcza właścicielowi pewnej kuźni, którzy miał z jednej ze skał uczynić gigantyczne... więcej

Twój komentarz może być pierwszy