Reklama
  • Poniedziałek, 22 lutego (13:05)

    Etiopia. Egzotyczna wyprawa do kraju, który nigdy nie został kolonią

Choć początkowo trudno w to uwierzyć, Etiopia jest najbliższym nam kulturowo krajem Afryki, a dominującą religią jest tam chrześcijaństwo. Jest też jedynym krajem na tym kontynencie, który nigdy nie stał się kolonią innego mocarstwa. To oaza spokoju na pełnej niepokojów mapie Czarnego Lądu. Zaś południe Etiopii to kwintesencja Afryki, z jej egzotyką w swym najlepszym, atrakcyjnym wydaniu.

Etiopia to dwa światy, zdawałoby się nawet – dwa kraje zamknięte w granicach jednego państwa. Historyczna, pełna zabytków północ w niczym nie przypomina tego, co możemy zobaczyć ruszając w podróż na południe od stolicy kraju – Addis Abeby.

Już po godzinie jazdy spośród ogromnych liści bananowców i samotnych akacji zaczynają wyrastać okrągłe gliniane chaty kryte strzechami z liści i traw. Wokół bawią się półnagie dzieci. Nawet jeśli samochód z turystami zatrzyma się na pozornym bezludziu, dzieciaki pojawią się w ciągu paru chwil, jakby wyrosły spod ziemi.

Reklama

– Dasz mi długopis albo zeszyt? – słyszę co krok. Nie żyje się tam bogato, ale dzieci proszą przyjezdnych właśnie o przybory szkolne. Chcą się uczyć.

Wiedzą, że to najlepsza droga, jaką mogą pójść

Tylko najmniejsze wyciągają rączki po cukierki. Wszystkie choć trochę mówią po angielsku. Bramą do południa Etiopii jest miasto Arba Myncz. Można się spotkać z rozmaitą pisownią tej nazwy, jak i innych w Etiopii, ponieważ transkrypcja posiadającego swój alfabet urzędowego języka amharskiego na angielski, a tym bardziej polski, łatwa nie jest.

Na dodatek w kraju mówi się około osiemdziesięcioma językami, więc nazwa może pochodzić z jednego z nich, być zapisana po amharsku itd. Arba Myncz leży na niewielkim płaskowyżu, wciskającym się między jeziora Czamo i Abaya.

Można się tam przepłynąć na wodne safari. Wprawny przewodnik dość szybko podprowadzi łódź w pobliże hipopotamów, a nawet wypatrzy śpiącego w trzcinach krokodyla. Natomiast już na hotelowym tarasie można spotkać... pawiany.

Gorzej, jeśli próbują sprawdzić, co ciekawego można znaleźć w pokoju, a i takie przypadki są dość częste. Z tutejszych zwierząt warto wspomnieć o jeszcze jednym – tilapii z jeziora Czamo. Ta ryba króluje głównie na talerzach i to niepodzielnie. Celem podróży na południe Etiopii, tuż przy granicy z Kenią, są przede wszystkim plemiona z doliny rzeki Omo.

Czasy, kiedy wojownicy ludów Mursi, Hamar czy Karo stanowili zagrożenie dla przyjezdnych nie minęły wcale tak dawno. Dziś jednak starają się łączyć tradycyjny styl życia z profitami, jakie przynosi im zainteresowanie turystów. Najsłynniejszym ludem znad rzeki Omo są bez wątpienia Mursi. Mieszane uczucia, ale i wielkie zainteresowanie, budzi zwłaszcza tradycja umieszczania przez kobiety drewnianych lub glinianych krążków w dolnej wardze.

„Miejsce” na krążek powstaje stopniowo. Najpierw nacina się wargę na ledwie kilka centymetrów, a po zagojeniu się rany umieszcza tam pierwszy krążek. Przez lata rozmiar nacięcia i krążka rosną, aż wreszcie mieści się taki o średnicy 20 cm.

Rekordzistki mogą poszczycić się jeszcze większymi. To nie wszystko – żeby zrobić miejsce na krążek, kobietom usuwa się cztery dolne zęby.

Istnieje kilka teorii skąd wzięła się ta tradycja

Najwięcej zwolenników mają dwie skrajne. Pierwsza mówi po prostu o kanonie piękna u niezwykle wojowniczego ludu, jakim są Mursi. Druga zaś przypisuje ten zwyczaj próbie świadomego oszpecania kobiet, aby nie były atrakcyjne dla łowców niewolników.

Gdzie leży prawda, nie wiedzą dzisiaj nawet sami Mursi. Kobiety przyozdobione krążkami w dolnych wargach stały się bez wątpienia ich wizytówką i przyciągają tutaj turystów.

Nie powinniśmy ani oceniać, ani porównywać tych zwyczajów z naszymi. Podobnie jak skaryfikacji, czyli pokrywania ciała bliznami, czasem w wymyślne wzory, czy dobrowolnego biczowania. Cóż, taka tradycja... Mieszkańcy doliny Omo bez wątpienia są z niej dumni. Okazują tę dumę turystom, a z ich twarzy rzadko znika uśmiech. Żyją swoim rytmem, wyznaczanym przez pory suche i deszczowe, pozwalając nam czasem zajrzeć na chwilę do ich życia.

Tacy są zresztą wszyscy Etiopczycy: uśmiechnięci i dumni, gościnni, ale pochłonięci swoimi sprawami, o niebo ważniejszymi niż biali przybysze.

Dariusz Raczko

Ile to kosztuje

Przelot z Warszawy do Addis Abeby 3000 zł (LOT i Ethiopian Airlines) Wynajęcie jeepa z kierowcą 150 USD dziennie Obiad w restauracji dla turystów 7-8 USD Waluta – birr. 1 USD - 21 birr.

Zorganizowane wycieczki są drogie, ale nieznający Afryki powinni wybrać tę opcję.

Świat & Ludzie

Zobacz również

  • Wypoczynek nad brzegiem oceanu, ekscytujące spacery po parkach narodowych i wielkomiejski luksus. Australia oferuje po prostu wszystko. Położona na Antypodach Australia nie bez powodu... więcej

Twój komentarz może być pierwszy