Reklama
  • Piątek, 21 lutego 2014 (15:05)

    Gambia.Tutaj nawet krokodyle się uśmiechają

Szerokie i piaszczyste plaże Gambii są zaskakująco puste. W czasie gdy europejscy amatorzy słońca gnieżdżą się w grajdołkach na Kanarach, tu możemy długi czas spacerować bez spotkania innych plażowiczów. W krajobrazie prócz palm nie brakuje charakterystycznych baobabów. Ludzie są serdeczni i przyjaźni. Do reklamowego hasła kraju – Uśmiechnięte Wybrzeże Afryki – dostosowuje się także fauna. Tu nawet krokodyle się uśmiechają.

Reklama

Gdy Aleksander Fredro pisał „Zemstę”, nie było tanich czarterów do Gambii. Inaczej Klara nie kazałaby sobie przywozić krokodyla. Na gambijskim wybrzeżu każdy może być odważnym Papkinem. W Bakau, jednym z kilku głównych kurortów nadatlantyckich, znajduje się jezioro Kachikaly. Mieści się w nim ponad setka tych gadów.

Na potrzeby turystów kilka odpoczywa poza stawem. Kupując bilet wstępu, bez problemu możemy zrobić sobie z nim zdjęcie, a nawet go... pogłaskać. Jego skóra jest dość twarda. Na wszelki wypadek nie kucam przy nim dłużej niż czas potrzebny koledze na pamiątkową fotkę. Widziałem bowiem w innej krokodylej farmie jak jednym kłapnięciem dorosły osobnik potrafi zmiażdzyć kość antylopy. Moje kości mimo wszystko są o wiele delikatniejsze.

Kachikaly to nie tylko turystyczna atrakcja. Miejscowi wierzą, że kąpiel w stawie przywraca płodność kobietom. Doprawdy trzeba wiele odwagi, by zanurzyć się w wodzie w takim towarzystwie. Przewodnik przekonuje, że o wiele groźniejszy dla człowieka jest... hipopotam.

Poczciwy roślinożerny hipcio? Tak. Nie zostaniemy przez niego zjedzeni, ale jako potencjalni wrogowie możemy być mocno poturbowani i pozostawieni na pastwę losu. Żeby zobaczyć hipopotama, musielibyśmy się jednak udać daleko w górę rzeki Gambia. Hipopotamy żyją w wodzie słodkiej. Przez ponad 100 kilometrów od ujścia woda może być jeszcze wymieszana z oceaniczną. Nic więc dziwnego, że znajdziemy tu ostrygi. Ale nie są one tak drogocennym daniem jak w Europie.

Miejscowi wolą rybę. Są prawdziwymi mistrzami połowów, a w dodatku robią to z misternie wykonanych łódek dłubanek. Takie łódki są też jedynym środkiem transportu między prawym a lewym brzegiem Gambii. Choć wzdłuż rzeki mamy bardzo dobre (w większości) drogi, to mostu nie ma ani jednego.

Prawdę mówiąc, najbardziej przeszkadza to otaczającemu Gambię Senegalowi. Przy głównym tranzytowym przejściu promowym rozbudowało się prawdziwe przydrożne miasteczko. Oferuje czekającym na przeprawę kierowcom ciężarówek wszystkie artykuły pierwszej potrzeby.

Na szczęście samochody osobowe i busy turystyczne nie muszą czekać w kolejce. Zresztą niewielu turystów udaje się w głąb kontynentu inaczej niż w zorganizowanych grupach. Nie dlatego, że jest to niemożliwe lub niebezpieczne. Trzeba mieć dużo cierpliwości (i zapas wody) w oczekiwaniu aż odjedzie kolejne gelli-gelli. To autobusy, które odjeżdżają dopiero wtedy, kiedy się zapełnią. Wtedy nawet krótka stukilometrowa wyprawa może zabrać więcej niż jeden dzień.

Najpopularniejszym kierunkiem takich wycieczek jest park Makasutu. Nazwa oznacza święty las. To jeden z pierwszych projektów ochrony przyrody w delcie Gambii, nad Mandina Bolong. Woda jest tu słona, a jej poziom zmienia się z pływami oceanu. Po krótkiej przejażdżce pirogami mamy czas na spacer i podziwianie roślinności sawanny z bliska.

Kluczowe miejsce zajmuje baobab, który jest miejscem spotkań i przystankiem autobusowym. Malownicze kopce termitów mogą służyć za lodówkę. Temperatura jest tam znacznie niższa niż w powietrzu dookoła. Trzeba tylko sprawdzić, czy przypadkiem nie skusiły one innych poszukiwaczy cienia.

W czasie pokazu próbuję słynnego palmowego wina. Gdyby tak jeszcze smak dorównywał zręczności, z jaką wspinają się na palmy zbieracze kokosów! Za to smakowały mi nerkowce. Prażone orzeszki znamy także u nas, ale owoce można jeść jedynie prosto z drzewa. Musimy uważać, by nie poplamić się sokiem, któremu nie da rady żaden proszek czy odplamiacz.

Być może dlatego mieszkańcy ubierają się tak kolorowo. Na barwnej mozaice trudno dostrzec plamę. Myślałem, że kolorowe stroje kobiet na pokazach turystycznych są pod publiczkę. Ale eleganckie i barwne sukienki kobiety noszą i robiąc zakupy, i w czasie oprawiania ryb na plaży.

Mieczysław Pawłowicz

Ile to kosztuje

Lot czarterowy last minute z Warszawy do Bandżulu kosztuje od 1500 zł. Tygodniowe wczasy to wydatek od około 2300 zł. W sezonie (od listopada do kwietnia) nie potrzebujemy wiz do Gambii. Przed wyjazdem konieczna jest szczepionka na żółtą febrę – ok. 200 zł.

Znalezione w internecie

Bardzo ciekawa prywatna polska strona: www.gambiasenegal.pl/

Świat & Ludzie
Więcej na temat:Gambia | krokodyle

Zobacz również

  • Jest na świecie kilka dróg, które należy w życiu przejechać. Dróg kultowych. Jedną z nich jest prowadząca południowo- wschodnim wybrzeżem Australii Great Ocean Road. więcej

Twój komentarz może być pierwszy