Reklama
  • Środa, 4 marca 2015 (15:05)

    Honkong - nowoczesność na każdym kroku

Można się zastanawiać czy Hongkong – stolica światowych finansów – jest w swojej naturze bardziej chiński czy angielski, ale nikt nie zaprzeczy, że jest bardziej nowoczesny niż tradycyjny. Nie czuć tu już zapachów przypraw i drze- wa sandałowego, którymi handlowano przez lata, ale zapach pieniędzy jest wciąż wyczuwalny. Zwłaszcza, gdy widzi się ten las drapaczy chmur. Najlepiej spojrzeć na nie z Alei Gwiazd na płw. Koulun.

Hongkong wcześnie budzi się się do życia

O piątej w metrze trudno znaleźć wolne miejsce. Z cudem graniczy również spotkanie kogoś, z kim można porozmawiać. Każdy zajęty jest swoim smartfonem; sprawdza wiadomości, rozmawia na czacie, słucha muzyki lub czyta książkę.

Po chińsku. Od chińskich znaków może rozboleć głowa. Głównie na ulicach, gdzie na każdym roku przechodniów wołają napisy – neonowe i zwykłe, zapraszając do hotelu, sklepu, świątyni, na targ, masaż czy też smaczną przekąskę, czyli dim sum…

Reklama

Pachnący port

To właśnie oznacza nazwa Hongkong, oficjalnie Specjalny Region Administracyjny Chińskiej Republiki Ludowej. Według legendy, tak mieli nazwać port zbłąkani rybacy z delty Rzeki Perłowej. Gdy bowiem przybyli do nieznanego portu na wyspie Morza Południowochińskiego, uderzył ich zapach składowanego niegdyś na wybrzeżu drewna sandałowego.

Port Wiktoria to największy z 9 po rtów Hongkongu, jeden z największych w południowo-wschodniej Azji i jeden z najgłębszych na świecie. Stojąc na nabrzeżu półwyspu Koulun, na którym leży kontynentalna część Hongkongu, podziwiać można płynące morską cieśniną promy pasażerskie, statki transportowe, kutry i malownicze dżonki. Po drugiej stronie cieśniny widać wciąż powiększający się las wieżowców na wyspie Hongkong, jednej z kilku należących do tego wyjątkowego regionu Chin.

Trudno powiedzieć, czy Hongkong zyskałby dzisiejszą sławę, gdyby w połowie XIX w. chińskiej prowincji nie przejęła Wielka Brytania. Swój cel osiągając zresztą niezbyt uczciwymi metodami, choćby dostarczaniem na wyspę zakazanego opium. Bo to w efekcie wojny opiumowej, i wraz z jej zakończeniem traktatem w 1842 r., chińska dynastia Qing uległa angielskiego królestwu, oddając mu wyspę na wieczność.

Gdy jednak w 1898 r. Wielkiej Brytanii udało się przejąć okoliczne wysepki i część stałego lądu na półwyspie Koulun, warunki dzierżawy zamieniono na 99 lat. I tak, w 1997 r. Hongkong co prawda powrócił do Chin, ale do 2047 r. ma zapewnioną autonomię, przynajmniej gospodarczą. To od przybywających w czasach kolonialnych kupców, wszelkiej maści poszukiwaczy przygód, życiowych ryzykantów i zwykłych ciekawskich zaczął się w Hongkongu boom, który trwa nieprzerwanie do dzisiaj.

Melanż świata Zachodu z Orientem, tradycyjnego z ultranowoczesnym tworzy miejsce, które trzeba zobaczyć. To bez wątpienia raj dla smakoszy, można tu smacznie zjeść zarówno w ulicznym barze, jak i jednej z kilkudziesięciu restauracji chlubiących się kulinarnymi gwiazdkami Michelina.

To też eldorado dla zakupoholików

Kto szuka okazji na niezliczonych targach, u ulicznych handlarzy czy w zalanych światłem lamp luksusowych butikach.

To w końcu biznesowe „paradiso”, gdzie zwolnieni od podatków przedsiębiorcy nieprzerwanie próbują swoich sił wykorzystując przy tym tanią siłę roboczą. Jest wiele miejsc, których przegapić nie wolno. Np. wzgórze Wiktorii, na które wjeżdża się tradycyjnym funikularem. Widok ze wzgórza daje wyobrażenie o potędze miasta i jego cechach – położeniu nad wodą, lesie wieżowców i wielu zielonych zakątkach, gdzie uciec można od zgiełku.

Koniecznie trzeba się wybrać na jakiś targ. Tych jest bez liku. Z rybkami, również złotymi, umieszczonymi w foliowych woreczkach z wodą, ptakami, również rajskimi, kwiatami, głównie egzotycznymi, biżuterią, wyrobami ze skóry czy też nowinkami technologicznymi. Na wolnym powietrzu czy pod dachem targowiska Hongkongu są nieodłącznym elementem jego kolorytu.

Zmęczeni zaś zakupami w towarzystwie tłumów możemy uciec do jednego z licznych parków. Przestrzegający zasad feng shui mieszkańcy Hongkongu bardzo dbają o zieloną przestrzeń. Podobnie jak o miejsca święte. Dlatego jeśli chcemy bliżej poznać ich zwyczaje, zajrzyjmy do którejś świątyni lub na wyspę Lantau, nad którą góruje największy na świecie posąg siedzącego Buddy wykonany z brązu.

Warto wiedzieć

Lot z Warszawy do Hongkongu od ok. 2,5 tysiąca złotych (zawsze przynajmniej z jedną przesiadką).

Za dwójkę w hostelu zapłacimy ok. 140 zł, w lepszym hotelu min. 300 zł; Kolejka na wzgórze Wiktorii – 30 zł;

kolejka linowa na wyspę Lantau – 55 zł; obiad w barze ok. 15 zł.

Oficjalna strona turystyczna Hongkongu: discoverhongkong.com/

Świat & Ludzie
Więcej na temat:hongkong | na | Honkong | Wielka Brytania | Kto To | Nie | wiktoria | kolejka

Zobacz również

Twój komentarz może być pierwszy