Reklama
  • Wtorek, 24 marca 2015 (10:00)

    Kuba. Nostalgiczna podróż

Największym skarbem Kuby nie są ani przepiękne plaże, ani jeżdżące po ulicach samochody sprzed bez mała 70 lat. Magnesem, który ściąga tu turystów z całego świata, są sami Kubańczycy. Gdy Ibrahim Ferrer śpiewa o miłości, nikt nie ma wątpliwości, że tu ludzie naprawdę wiedzą, po co żyją. Kubańczycy opanowali do perfekcji celebrowanie zwykłej radości istnienia. Mimo warunków. I właśnie za to Kubę kochamy najbardziej!

Na Kubie każdy odnajduje taką historię, jakiej szuka. Weźmy taki Malecon. Nadmorski bulwar w oczach fotografów i artystów to romantyczna, reprezentacyjna promenada lub – wręcz przeciwnie, wstydliwa plaża biedaków.

Miejsce, gdzie toczy się życie, trwa zabawa, ale też gdzie marzenia o miłości pękają niczym bańki mydlane. Każda z tych wizji jest równie prawdziwa lub... równie fałszywa. Wszystko zależy od naszego nastroju i oczekiwań.

Reklama

Albo zderzenie historii i teraźniejszości. Szczęśliwie rewolucja na Kubie nie miała pomysłu, by zaczynać swe rządy od niszczenia śladów przeszłości, dzięki czemu wiele domów do dziś wygląda niczym muzea. W restauracjach dla turystów bardzo często dania są serwowane na stuletnim szkle!

Lecz jedno na Kubie jest niezmienne – muzyka, obecna dosłownie wszędzie. W restauracjach, na ulicy, w domach. Grana dla przyjemności bycia razem i zapomnienia o troskach codzienności. Uwiodła niejednego turystę, który przybył tu na wakacje a potem powraca na Kubę bez końca. Bowiem ryzyko utraty serca jest tu znacznie wyższe niż utraty portfela.

Kuba skansenem

Prawdę mówiąc o tym drugim przypadku od lat nie słyszałam, ten pierwszy zdarzył się wielu osobom. Bez względu na to, czy wyruszysz do romantycznego Trinidadu, stylowego Cienfuegos, sennego Remedios, czy tętniącej życiem Hawany, wcześniej czy później porzucisz poznawanie zabytków na rzecz spotkań z ludźmi. I zupełnie nie przeszkadza, że twój hiszpański to kilka słówek na krzyż, bo po pierwsze angielski jest tu dość popularny, a po drugie – w muzyce nie ma to żadnego znaczenia! Wieczorami w Casa de Musica w Trinidadzie orkiestra gra na żywo. W tany ruszają wszyscy obecni. I nawet trudno powiedzieć, czy tańczą zawodowcy, bo na Kubie takie rozróżnienie praktycznie nie istnieje. Tu tańczy i śpiewa dosłownie każdy.

Siedemdziesięciolatek z knajpki, w której się stołowałam co wieczór na parkiecie przeistaczał się w Don Juana. Tańczył salsę jak młody bóg, nic zatem dziwnego, że co wieczór łamał kolejne niewieście serca! Ja rozbroiłam go, przyznając się, że jestem z Polski. Bo tu „Polaco” wywołuje życzliwe skojarzenia: po ulicach jeżdżą jeszcze małe fiaty 126p, wielu Kubańczyków studiowało w Polsce i wciąż pamięta słynny festiwal młodzieży w latach 70., kiedy to z Polski na Kubę przywiezio no prawdziwy balon! Nasi piloci dokonali w nim dwóch lotów – oba zakończyły się lądowaniem w Morzu Karaibskim. Nikt więcej tego wyczynu już nie powtórzył!

Bogactwo natury

Za to coraz więcej przybywa tu nurków, skuszonych wspaniałymi rafami i ich mieszkańcami. Najpiękniejsze znajdują się po południowej stronie wyspy, a o malutkim archipelagu Jardines de la Reina (Ogrodach Królowej) śni i marzy co najmniej połowa nurków świata!

Zasłużenie, bo dla ochrony podwodnych krajobrazów nie ma tu masowych wyjazdów. Dzięki temu przetrwają one dla następnych pokoleń. Tylko jak wtedy wyglądać będzie Kuba? Na to pytanie nikt nie potrafi odpowiedzieć. Bo też tych proroctw jest wiele, bardzo różnych. Dlatego wśród noworocznych podróżniczych postanowień z pewnością powinno się znaleźć szybkie odwiedzenie tej wyspy.

Ryzykujemy, że stracimy dla niej głowę i serce, ale z pewnością wzbogacą nas niezwykłe i niezapomniane wspomnienia. Jeśli te powody nie wystarczą, możemy „usprawiedliwić się”, że wyruszyliśmy – na przykład – literackim śladem Ernesta Hemingway’a, który poza arcydziełami literatury (to tu powstał jego słynny „Stary człowiek i morze”) pozostawił też na Kubie swoją legendę.

W knajpce Floridita miał zwyczaj popijać daiquiri (rum, kruszony lód, limonka, woda, cukier z trzciny) – niektórzy przypisują mu nawet recepturę tego drinka. W La Bodeguicie zamawiał hektolitry mojito (rum z dużą ilością świeżej mięty). Czyż może być lepszy pretekst do podróży?

Warto wiedzieć

Zwiedzając wyspę indy widualnie za nocleg dla dwóch osób w casas particulares (pokojach do wynajęcia) zapłacimy ok. 80 zł.

Warto tam zamawiać posiłki: domowa kuchnia jest pyszna, a za obfity obiad zapłacimy ok. 40 zł.

Wynajem auta kosztuje ok. 70 euro za dobę.

Po angielsku, ale bardzo bogata strona w informacje: www.lonelyplanet.com/cuba

Świat & Ludzie
Więcej na temat:Kuba | warto

Zobacz również

  • Odczekaliśmy aż opadną emocje igrzysk w Rio, by ruszyć z Aten w miejsce, gdzie one się narodziły 2792 lata temu. Tam wszystko wydaje się wciąż szlachetne, czyste i uczciwe. więcej

Twój komentarz może być pierwszy