Reklama
  • Czwartek, 17 kwietnia 2014 (12:05)

    Lima - metropolia pełna muzyki

Na pierwszy rzut oka stolica Peru nie zachwyca. Nie robi też najlepszego wrażenia. Dopiero po kilku spędzonych tu dniach powoli poznajemy jej urodę, poddajemy się jej. Zaczynamy doceniać kolonialne zabytki, dzięki którym trafiła na listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO. Wreszcie wrażenie robią także te nowoczesne i bogate dzielnice z fantastycznym widokiem na Pacyfik. Jednak serce Limy bije nie tam...

Reklama

Kiedy pierwszy raz przyjechałem do Limy, chciałem stamtąd uciekać jak najprędzej. Po spokoju amazońskiej dżungli wielka metropolia mnie oszołomiła. O pomysłowości kieszonkowców krążą wśród turystów legendy. Najpopularniejszym sposobem jest polanie słodką mazią lub obrzucenie lodem i pomoc w „czyszczeniu” garderoby.

Nie sądziłem, że i mnie to spotka. Ale zdecydowanie odrzuciłem pomoc. Wyczyściłem koszulę dopiero pod czujnym okiem patrolu policji. Mundurowi poradzili mi, żebym broń Boże nie przekraczał niewidzialnej granicy na rzece Rimac.

Kiedy mimo to chciałem się zapuścić, i to w ciągu dnia, w dzielnicę za Mostem Kamiennym, to na wszelki wypadek poszli za mną. Czyżbym trafił do to najniebezpieczniejszego miasta Ameryki Południowej? Wróciłem tam rok później. Być może podniosła atmosfera zbliżającego się Wielkiego Tygodnia (hiszp. Semana Santa) zmieniła także moje postrzeganie stolicy Peru.

Choć to największe święto religijne, to życie miasta nie koncentruje się na sprawach kościelnych. Ot, choćby codzienna zmiana warty przed Pałacem Prezydenckim. Oficjalna ceremonia trwa kilka minut. Ale orkiestra po marszach zaczyna grać... tanga, walce i współczesne przeboje. Mimo wysokiej temperatury, bo dzieje się to w południe, zawsze znajdzie się paru tancerzy, których poruszy muzyka orkiestry dętej.

Wydaje się, że co drugi mieszkaniec miasta gra na instrumencie. Kiedy w Niedzielę Palmową ruszają procesje, każda ma swoją orkiestrę. Bębny wyznaczają tempo marszu. Jest to szczególnie przydatne członkom bractw, którzy niosą platformy. To zwyczaj znany także z Andaluzji. Na platformach przedstawione są sceny męki Chrystusa a także figury Matki Boskiej.

O ile jednak w Europie uliczki zakręcają łagodnie, to w Limie, jak zresztą wszędzie na kontynencie południowoamerykańskim, większość szlaków przecina się pod kątem prostym. Manewrowanie ciężką platformą to nie lada sztuka. Mimowolnie odchodzę na bezpieczną odległość. Gdy po skręcie procesja wychodzi na prostą, razem z innymi biję brawo.

Wszystkie bractwa spotykają się pod katedrą na wieczornej modlitwie. Wtedy z Plaza de Armas znikają uliczne teatry. Festiwal kulinarny rozłożył swoje garkuchnie nieco dalej, na dawnych murach miasta. Dania nie były wielkopostne w naszym rozumieniu. Nie zabrakło jednak słynnego przysmaku peruwiańskiego – cuy. Hiszpańska nazwa brzmi chyba lepiej niż po polsku: pieczona świnka morska.

Choć z ciekawości spróbowałem, to raczej nie zagości w moim menu. Za to inny z przysmaków, anticuchos, podbił moje – nomen omen – serce. To szaszłyk z marynowanych wołowych serc. Najlepiej o daniu świadczą kolejki przed lokalem. W weekendowy wieczór trzeba odstać nawet godzinę, żeby wejść do baru ze stołkami przy ścianach i wspólnymi stolikami. I to w jednej z najlepszych dzielnic Limy, Miraflores. Drogie restauracje mogą pomarzyć o takiej frekwencji.

Miraflores to miejsce eleganckich rezydencji i apartamentów. Równo przystrzyżone trawniczki raczej nie przyciągają tu miłośników egzotyki. Raczej zakochane pary do Parku Miłości. Nie, to nic zdrożnego. Dwadzieścia lat temu jeden z peruwiańskich artystów postawił tu pomnik „Pocałunek”. Potem okoliczne ławeczki i mury zaroiły się od romantycznych wierszy i powiedzeń. Jednak nawet jeśli nie szukamy miłości warto tu przyjść. To jedno z najlepszych miejsc widokowych na Pacyfik.

Do samego oceanu trzeba zejść ze stromego klifu. Fale są ostre i dość wysokie. To raczej miejsce dla surferów niż plażowiczów. A mimo to sporo osób wypoczywa na kamienistej plaży. Mimo mgły, która spowija wybrzeże. Ale peruwiańczykom to nie przeszkadza. W „zimie” (średnie temperatury 12-20ºC) taka sytuacja ma miejsce bardzo często.

Założyciel miasta, Francisco Pizarro przybył tu w środku tutejszego lata. W Święto Trzech Króli jest tu bardziej słonecznie.

Mieczysław Pawłowicz

Ile to kosztuje

Lot z Warszawy do Limy kosztuje ok. 4500 zł. Przesiadka w Amsterdamie, Frankfurcie lub Londynie.

Ceny w Limie są podobne do polskich. Kawa od 4 zł, obiad 15-20 zł. Pokój dwuosobowy w ho telu znajdziemy już od ok. 100 zł. Najtaniej – łóżko w hostelu 40 zł.

Znalezione w internecie

ciekawa strona dla turystów o Peru i jego stolicy: www.peru.travel/

Świat & Ludzie
Więcej na temat:Lima | Lima | Peru | Nie | metropolia | Pacyfik | Pacyfik

Zobacz również

  • Jest na świecie kilka dróg, które należy w życiu przejechać. Dróg kultowych. Jedną z nich jest prowadząca południowo- wschodnim wybrzeżem Australii Great Ocean Road. więcej

Twój komentarz może być pierwszy