Reklama
  • Czwartek, 7 stycznia 2016 (11:00)

    Smith Rock. Wspinaczka, wędrówki i kąpiel w rzece, która wyrzeźbiła góry

Leżący w Oregonie, na północnym zachodzie USA park stanowy Smith Rock, czyli „Kowalowa Skała”, swoją nazwę zawdzięcza właścicielowi pewnej kuźni, którzy miał z jednej ze skał uczynić gigantyczne kowadło. Wedle innej wersji nazwa została nadana, by upamiętnić nieznanego bliżej pana Smitha, który w czasach podboju Dzikiego Zachodu przez białych osadników w tym właśnie miejscu stoczył walkę z Indianami.

Pierwszymi ludźmi, którzy rozsławili postrzępione granie i gładkie skalne ściany Smith Rock poza wąskimi granicami lokalnego hrabstwa i stanu Oregon, byli śmiałkowie, którzy się po tych skałach wspinali. Do niedawna poza wspinaczami prawie nikt o tym sekretnym zakątku USA nie wiedział.

Kiedy przed przyjazdem zapytaliśmy o Smith Rock około setki znajomych Amerykanów nikt nie wiedział, gdzie to jest. Właśnie poza miłośnikami wspinaczki. W tych wąwozach i na tych ścianach narodziła się amerykańska wspinaczka skałkowa.

Reklama

Naturze wystarczyły zaledwie trzy zakręty wątłej rzeki, by w tutejszych skałach wyrzeźbić formacje, od których trudno oderwać wzrok.

Po marańczowe ściany mają po 50, 100 i więcej metrów. Są znane z gładkości. Jedyne, czego można się chwytać, to mniejsze lub większe pęknięcia skały. Na wielu z nich wygląda to tak, jakby Stwórca do ogromnej pionowej tafli szkła poprzyklejał płasko ołówki. Na niektórych – ledwie... zapałki!

Amerykańscy wspinacze zdobywali te ściany, ale omijali te najtrudniejsze. I tak mogłoby pozostać, gdyby nie pewien Francuz, który odwiedził Smith Rock na przełomie lat 80. i 90. XX w.

Jean Babtist Tribout przeszedł wtedy ściany tak trudne, że czołówka miejscowych alpinistów nie mogła o nich nawet marzyć! Pokonane drogi nazywał (prawo zdobywcy!) tak, by żartem dopiec Amerykanom. Jedną wręcz ochrzcił „Just Do It” – czyli „Po prostu zrób to”! Pierwszemu wspinaczowi z USA poradzenie sobie z tym wyzwaniem zajęło kilka lat.

Wieści o tym pojedynku rozniosły się jednak poza świat wspinaczy i dziś także zwykli turyści spacerują ścieżkami pod skałami Smith Rock. Kształty kamiennych formacji są tak fantazyjne, że prowokują do nadawania im nie mniej wyszukanych nazw.

Na przykład najbardziej wybitną turnię Smith Rock nazwano Monkey Face, czyli Twarz Małpy. A wszystko za sprawą systemu skalnych rys, pęknięć i półek tworzących cienie, które układają się w rysunek przypominający profil naszego dalekiego krewniaka w zadumie. Ruszyliśmy ścieżką prowadzącą właśnie w stronę Monkey Face.

Wydeptany wśród skał szlak wije się wzdłuż niemal całego parku.

Najpierw schodzi z wysokiego brzegu wąwozu, gdzie parkuje się samochody i skąd można podziwiać pierwsze widoki na skalne turnie. Dociera do małego mostku i dalej prowadzi dnem doliny.

I co chwila to podchodzi do ścian przez cały rok nagrzanych pustynnym słońcem, to odbija w stronę rzeki, w której w ciepłe miesiące turyści szukają ochłody.

Idąc przez park, na spacer czy na wspinanie, staraliśmy się wylądować w wodzie w samo południe, by przeczekać skwar. Orzeźwieni i wypoczęci żartowaliśmy, że „idziemy na małpę”.

Wąska, strzelista góra przypominała nowoczesny wieżowiec lub wielką maczugę. Dostrzegliśmy, że na jej ścianie wspinały się akurat dwie pary. Obserwowaliśmy z przyjemnością ten „balet”.

Gdy zjeżdżali na linach na ziemię, my staliśmy zapatrzeni w wieczorny spektakl świateł zachodu słońca. W Smith Rock planowaliśmy być trzy-cztery dni. Jednak codzienne feerie wieczornych barw, piękno małego parku i jego intymny charakter sprawiły, że zakochaliśmy się w tym miejscu.

Lubiliśmy upajać się ciszą tak głęboką, że aż dźwięczała w uszach. Nie zakłócały jej odgłosy silników samochodów.

Nie docierał głos żadnego turysty. Było tak cicho, że słyszeliśmy węża, który powoli wsuwał się do kryjówki. W górze samotny drapieżny ptak przeciągle kwilił.

Lubiliśmy ostatnie promienie słońca liżące wierzchołki ośnieżonych wulkanów Gór Kaskadowych. Wyglądały niczym japońska góra Fuji. Bliżej nas światło padało na poszarpane skały – jaskrawo czerwone, pomarańczowe i żółte wulkaniczne tufy i bazalty.

Staliśmy absolutnie oszołomieni tym spektaklem zmierzchu, który odbywał się w jednym z najładniejszych i... najmniej znanych parków na terenie Stanów Zjednoczonych.

Marzena Hmielewicz i Marcin Jamkowski

Ile to kosztuje

Samolot do Seattle to wydatek ok. 2300-3000 zł. Wypożyczenie auta – kilkadziesiąt dolarów za dobę.

W samym Smith Rock jest kamping, na którym nocleg kosztuje zaledwie 5 dolarów od osoby za noc.

Wstęp do parku – 5 dolarów od samochodu (nocujący na kampingu – wstęp wolny).

Świat & Ludzie
Więcej na temat:smith | rock | USA | oregon | Monkey | góry | wspinaczka | kąpiel

Zobacz również

Twój komentarz może być pierwszy