Reklama
  • Środa, 11 grudnia 2013 (15:05)

    Wyprawa na Mount Everest

Najwyższa góra świata to marzenie każdego wspinacza. Niestety, tylko nielicznym udaje się zdobyć jej szczyt, bo wciąż jest to trudne i niebezpieczne. Za to prawie każdy może dotrzeć do położonej u stóp Everestu bazy, gdzie w kwietniu i maju rozbijają swoje obozy wspinacze. Nagrodą za trudy czy to trekingu, czy wysokogórskiej wspinaczki są piękne widoki i ogromna satys fakcja. Oto relacja Moniki Witkowskiej, która zdobyła Everest 23 maja tego roku.

Reklama

O czym się myśli, kiedy staje się na Dachu Świata, 8850 m n.p.m? Przede wszystkim jest ulga, że już nie muszę się wyżej wspinać, bo nie dość, że brakuje tchu, to jeszcze nogi są jak z ołowiu. Równocześnie jest radość. Że mi się udało, że spełniłam marzenie i dotarłam tam, gdzie wyżej na Ziemi już nie można.

Ale czuję też świadomość, że to połowa drogi, na dodatek ta łatwiejsza, bo przecież większość wypadków zdarza się na zejściach. Na tej wysokości mózg staje się otępiały, a wycieńczony niedostatkiem tlenu i ogromnym wysiłkiem organizm w każdej chwili może odmówić posłuszeństwa.

Patrzę na zegarek – jest 5.45, co oznacza, że moja nocna droga na szczyt trwała 9 godzin. Słońce rozświetla Himalaje: z jednej strony mam Nepal, z drugiej płaskowyż Tybetu. Poza mną na szczycie jest jeszcze kilka osób. Przez większą część ataku szczytowego wspinałam się zupełnie sama, więc cieszę się, że teraz przynajmniej ma mi kto zrobić zdjęcie. Po powrocie do obozu IV (na wysokości 7900 m) dzwonię przez pożyczony telefon satelitarny do męża.

Tyle że oboje dobrze wiemy, że do bazy mam jeszcze prawie 3 km w dół, a po drodze są jeszcze lodowcowe szczeliny, lawiny, czy potężne seraki, wielotonowe bloki lodowo-śniegowe, które mogą się w każdej chwili ober wać.

Nic dziwnego, że co roku ktoś na Evereście ginie. W tym roku – 9 osób. Jak na razie na Dachu Świata stanęło 38 Polaków (w tym roku poza mną także Piotr Cieszewski). W skali świata od pierwszego zdobycia Everestu (1953 r.) odnotowano ok. 6 tys. wejść, ale liczba ta uwzględnia też Szerpów – niektórzy zdobywali szczyt wiele razy (rekordzista aż 21!). Szerpowie to górale, żyjący w okolicach Everestu, pracujący jako przewodnicy i tragarze wysokościowi. Są niezwykle silni i bardziej niż inni odporni na warunki panujące na dużych wysokościach. Niżej, poniżej bazy, w roli tragarzy pracują przedstawiciele innych plemion. Wspomagają ich objuczone rogate jaki.

Wyprawy na Everest trwają 6-8 tygodni, więc wymagają mnóstwa sprzętu i prowiantu. Samochodem do nepalskiej bazy u stóp najwyższej góry świata dojechać się nie da, bo nie ma dróg, a dolot helikopterem dla kogoś, kto jeszcze nie jest zaaklimatyzowany oznaczałby szybką utratę przytomności i pewnie śmierć. Aby organizm się przystosował, trzeba wchodzić stopniowo, powoli, co oznacza 8 dni pełnego wrażeń trekingu.

Jego początek stanowi wioska Lukla, do której dolatuje się małymi samolocikami. Adrenalina murowana; lotnisko w Lukli należy do najbardziej niebezpiecznych (z jed nej strony przepaść, z drugiej skalna ściana i... pochyły pas startowy). Początkowo szlak biegnie zadrzewioną doliną, wzdłuż rzeki, którą co i rusz przechodzi się po wiszących mostach. Potem roślinność zanika, za to wyłaniają się imponujące szczyty. Widać przepiękną górę Ama Dablam oraz południową ścianę Lhotse, czwartej góry świata (8516 m), gdzie w 1989 r. zginął Jerzy Kukuczka.

Co i rusz rozlega się nepalskie powitanie, śpiewne: Namasteeee! Pozdrawiają się tak i miejscowi, i turyści. Urozmaiceniem krajobrazu są buddyjskie budowle – pełniące funkcję kapliczek, ozdobione kolorowymi chorągiewkami, tzw. stupy. Jest też po drodze kilka klasztorów, wśród których jeden słynie z przechowywanego w nim skalpu yeti (oryginalnego jak uważają miejscowi). Tak naprawdę szlak do położonej na wysokości 5300 m n.p.m. everestowej bazy może zaliczyć każdy, kto ma trochę kondycji, jako że jest to zwykła, łatwa droga, a jedyna trudność to wysokość.

Ale uwaga! Do samej bazy trekerzy wchodzić nie powinni. Nie chodzi nawet o pozostawiony przy namiotach sprzęt – zakłada się że w górach ludzie są uczciwi. Powodem jest... obawa przez wirusami. Wspinacze mają świadomość, że zarażenie się choćby grypą może wyeliminować ich z ataku szczytowego. A przecież Everest to cel, do którego przygotowują się miesiącami, czy wręcz latami. Niektórzy próbują zdobywać szczyt po kilka razy, bo nie zawsze Góra jest łaskawa... Dla mnie była.

Monika Witkowska

Świat & Ludzie
Więcej na temat:Mount Everest | Jerzy Kukuczka | Tak

Zobacz również

Twój komentarz może być pierwszy