Reklama
  • Piątek, 28 marca 2014 (14:05)

    Zanzibar - magiczna kraina

Od wybrzeży Afryki Zanzibar dzieli tyko 40 km, no i formalnie jest to wyspa należąca do Tan- zanii. Jednak patrząc na życie mieszkańców, widać, że kultu- rowo bliżej im do krajów arab- skich niż do Czarnego Lądu. Większość z nich to muzułmanie, ludzie bardzo życzliwi i gościnni w stosunku do turystów. Jednym z pierwszych słów, jakich się tutaj nauczymy, będzie: jambo! Tak w lokalnym języku (suahili) brzmi powitanie. Zatem: jambo... i zapraszamy!

Reklama

Wycieczka „przyprawowa” to jedna z największych atrakcji na Zanzibarze, odkrywa przed nami świat roślin, które znamy z zupełnie innej strony.

– Co to za drzewo? – pyta przewodnik. Nie wiemy. Okazuje się, że goździkowiec. Nierozkwitłe pąki kwiatowe zbierane są ręcznie, a następnie suszy się je na słońcu. Takie znamy je z naszej kuchni. Ale używane są też jako leki, np. do uśmierzania bólu zęba.

Przed nami kolejne zagadki. Zwykle dopiero smak lub zapach podpowiada nam, co to jest. Choćby taki kardamon czy gałka muszkatołowa przypominająca dużą pigwę. Dowiadujemy się też, że imbir to miejscowy afrodyzjak, a kolorowy pieprz to tak naprawdę nasiona z tego samego krzaka. Niedojrzałe będą zielone. Po wysuszeniu – czarne, a jak je obierze się ze skórki, otrzymamy pieprz biały.

Przed nami kolejna atrakcja – Zanzibar City, którego starówka, zwana Kamiennym Miastem, została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Labiryntem wąskich uliczek idziemy do domu, w którym mieszkał Freddie Mercury, wokalista Queen (Na Zanzibarze się urodził, ale gdy miał 8 lat wyjechał do Indii).

Potem rzut oka na Pałac Cudów, dawną rezydencję sułtańską, nazwaną tak bo był to pierwszy w Afryce Wschodniej budynek z zainstalowaną windą, bieżącą wodą i elektrycznością (jeszcze w XIX wieku!). Wypada też wybrać się na spacer do katedry stojącej na placu, na którym kiedyś handlowano niewolnikami; Zanzibar był jednym z głównych portów ich wywozu.

W jakich warunkach przetrzymywano nieszczęśników można zobaczyć w piwnicach zamienionego na muzeum budynku – w malutkiej celi na betonowej podłodze tłoczyło się kilkadziesiąt osób. Po tak przejmującej lekcji historii udajemy się na lokalny targ, gdzie kupujemy m.in. niesamowicie kwaśne cukierki z owoców baobabu (źródło wit. C) i owoce.

Czego tu nie ma – ana nasy, papaje, mango i banany, choć te ostatnie nie takie jak u nas, tylko malutkie, czerwone i... o niebo lepsze. Kolejnego dnia ruszamy na połud- niowy kraniec mającej 110 km długości wyspy, do zatoczki w okolicach wioski Kizimkazi. To stąd odpływają łódki do miejsc ulubionych przez delfiny. Można z nimi popływać. Na znak kapitana wskakujemy do wody.

Delfiny są dzikie, nie ma więc mowy, by je dotknąć, ale... nurkując w masce i z fajką, można je obejrzeć z bliska. W drodze powrotnej odwiedzamy jeszcze rezerwat obejmujący resztki pierwotnej dżungli i żyjące tam małpy, które występują tylko na Zanzibarze. Mowa o pokrytych rudymi włosami gerezach czerwonych, małpach z rodziny makakowatych.

Na pierwszy rzut oka wyglądają nieco groźnie, ale jak zaczniemy obserwować je z bliska (prawie wcale się nie boją), szybko zjednają sobie naszą sympatię. Oczywiście na przepiękne, wysypane drobnym piaskiem plaże też znajdujemy czas. Ale trzeba być czujnym, bo plaża czasem... znika, a czasem odwrotnie – aby dojść do wody, trzeba pokonać całkiem spory dystans!

To efekt naprawdę dużych przypływów i odpływow wód Oceanu Indyjskiego. Te ruchy wody wyznaczają też rytm życia mieszkańców nadbrzeżnych wio sek. Kobiety zajmują się uprawą alg. Mają swoje oznaczone palikami poletka, które pracowicie obrabiają w czasie odpływu. Suszące się na drewnianych stojakach wodorosty to typowy „ozdobnik” rybackich wiosek.

Mężczyźni z kolei zajmują się połowami. Na swych łodziach wyruszają w morze jeszcze w nocy, by o świcie sprzedać połów właścicielom restauracji (w większości lokali jest w menu pozycja: „połów dnia”). Ale coraz wiecej miejscowych zarabia też dzięki turystom. Godzinny masaż kosztuje niewiele, a jest rewelacyjny. I jeszcze te olejki, które wcierane są w skórę!

Sprzedawca tinga-tinga, obrazków z lokalnymi motywami, też kusi na plaży. Przed obrazkiem się bronię, ale na zestaw pachnących przypraw jak najbardziej się godzę. I do tego rzeźbione przez tutejszych rzemieślników słoniki. To nic, że słonie na Zanzibarze nie występują – ich drewniane miniaturki na pewno przyniosą szczęście!

Monika Witkowska

Ile to kosztuje

8-dniowe wczasy all-inclusive kosztują ok. 8 tys. zł (Itaka, wliczony przelot); Inne biura pobyt na wyspie łączą z safari na kontynencie lub z wejściem na Kilimandżaro (Prestige Tours, Logos Travel); Wiza (na granicy) 50 USD; Bilet lotniczy z Warszawy (2 przesiadki) – 3,5-4,5 tys. zł.

Znalezione w internecie

godne polecenia: www.zanzibartourism.net; zanzinet.org/zanzibar.

Świat & Ludzie
Więcej na temat:Zanzibar | kraina | Tak | Delfiny

Zobacz również

  • Odczekaliśmy aż opadną emocje igrzysk w Rio, by ruszyć z Aten w miejsce, gdzie one się narodziły 2792 lata temu. Tam wszystko wydaje się wciąż szlachetne, czyste i uczciwe. więcej

Twój komentarz może być pierwszy